something kinda ooh!

something kinda ooh!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

SALE SALE SALE

... czyli letnie porządki w szafie.

Jak każdej kobiecie, zdarza mi się nie trafić z kupnem ciuchów - zły rozmiar, impuls podczas sklepowych wędrówek lub zakupy przez sieć - różnie bywa. Uznałam, że czas coś z tymi trefnymi wyborami zrobić, bo szafa zaczyna się dusić, a ciuchy same w sobie są fajne tylko ja... wyglądam w nich jak beczka. Może którejś z Was przypadnie coś do gustu?

Wszystkie ubrania są nowe, stan idealny, noszone 1-2 razy (zazwyczaj tylko do zdjęć) lub też nieużywane w ogóle, całkowicie dziewicze. Poniżej umieszczam link do galerii (wraz z opisami ubrań i wszelkim info) na naszym fanpage'u oraz linki do poszczególnych aukcji na allegro (póki co, nie zdążyłam wystawić tam wszystkiego, więc po całość zapraszam na fb).  Jeśli macie jakiekolwiek pytania, zapraszam do komentarzy lub kontaktu PRV via fanpage.

Serdecznie zapraszam!
Paula




ALLEGRO:

1. Bluza Charlotte Rouge

 pic: charlotterouge.pl


2. Crewneck UHM. ANYWAY. 

http://allegro.pl/show_item.php?item=4484671663





3. Sweatpants MISBEHAVE - model w kolorze czarnym !




 

pic: misbhv.com


4. Leopard sweatpants TOPSHOP

http://allegro.pl/show_item.php?item=4484733025




niedziela, 27 lipca 2014

LET MI BLOW YOUR MIND


" (...) nie cierpię tych dwóch słów: "sensowny" i "rozsądny". Są pełne fałszu i obrzydliwej pedanterii. Służą, by ukrywać prawdę i kłamać. Wszystko jest bezsensowne i nierozsądne. Historia, życie i wszystkie epoki są zawsze bezsensowne i nierozsądne. My też. Każdy z nas z natury jest nierozsądny i bezsensowny. Zawsze jednak dajemy się zapędzić do stada i pozwalamy nałożyć sobie uzdę i kaganiec. (...) tak naprawdę nie interesuje mnie nic, co byłoby proste i liniowe. Coś, co najkrótszą drogą przechodziłoby od punktu A do punktu B i o czym dałoby się dokładnie powiedzieć, gdzie ma swój początek i koniec. Nie, tak nie można. Nie można być zawsze sensownym i rozsądnym. Nie da się prowadzić liniowego i precyzyjnie określonego życia. Życie jest zawsze czymś nieprzewidywalnym."

-  P.J Gutierrez, "Trilogia sucia de La Habana"

Love your life! Pis, serduszka i motylki dla wszystkich. Piękna niedziela :)

shorts - Mustang vintage
top - Topshop
checked shirt - Stradivarius
plastic bag - Topshop
bodychain - allegro








wtorek, 22 lipca 2014

TALK IS TALK AND TALK IS CHEAP

Kilka dni temu przypadkowo wdałam się w dyskusję z nieznajomą mi osobą. Osoba nie wiem skąd się wzięła, ale celowałabym, że z kosmosu, bo ilość zdumiewających pytań jakie zdołała zadać w ciągu 10 minut do dziś przyprawia mnie o gęsią skórkę. Prorok? Śmieszek? Debil?! Nie wiem, nazwijmy go Freud Wannabe. 
Rozmawiam z delikwentem, a delikwent pyta: Droga Kobieto, kiedy czujesz się dobrze? Prawdopodobnie chciał uslyszeć, że karmię jednorożce, a potem jeździmy razem po tęczowej krainie i to jest właśnie mój stan najwyższej euforii, ale nie. Odpowiedziałam, że lubię, gdy jestem z siebie zadowolona. Frojdzik się zaraz spłoszył (pewnie pomyślał, że jestem nienormalna), a ja zostałam. Zostałam sobie z tym, co powiedziałam i co, jakby nie patrzeć, jest prawdą. Prawda i źródłem katuszy. Let me explain...
Czuje się najlepiej, kiedy jestem z siebie zadowolona. Problem w tym, że... prawie nigdy nie jestem. Rzadko kiedy uznaję efekty swojej pracy za wystarczające. Wyrabiam normę, o tak. Zdarza się, że tuż po wykonaniu zadania, myślę: "kochana, kto jak kto, ale Ty to jednak jesteś boska ! ". Tyle tylko, że to kwestia czasu. Było - nie ma. Minie tydzień, dwa, miesiąc, kilka i jedyne, co odczuwam to makro-zażenowanie: jak mogło mi się to podobać?! jak mogłam być zadowolona, przecież to jest najgorszeeeee, mogłam to zrobić milion razy lepiej! Zawsze jest za mało i zawsze mogłam dać z siebie więcej. Nauczona doświadczeniem staram się więc nie urządzać retrospektywnych przechadzek "Śladami własnych sukcesów", bo wpędza mnie to w ciężkie stany beznadziei. Wiem, że wiele osób funkcjonuje podobnie i tyle samo skarży się na to permanentne dysmózgowie. Są jednak takie, które wręcz przeciwnie, zadowolone ze swej czcigodnej osoby przestać być nie mogą. Nawet jak sprawę sknocą, złoją, wydłubią jej oczy i urwą nogi. Szczerze zazdroszczę, choć zawsze jawią mi się jako bezkrytyczne. 
Czy to faktycznie brak samokrytyki? Czy to faktycznie ICH BRAK? Czy to ja mam problem, bo lubię się nad sobą znęcać?

Kto jest masochista, ręka w górę!
Resztę zapraszam na schody do Plażowej :)


shorts - Mustang vintage
crop top - myred.pl
blazer - h&m
shoes - JC
belt - Mustang










poniedziałek, 14 lipca 2014

PORTUGAL, 200!!

UWAGA, UWAGA!! TAK, TO JA :) witam Was serdecznie ponownie, po chyba najdłużej mojej przerwie we wrzucaniu swojej osoby na bloga i facebooka. Wszystkie media społeczne dawno zapomniały o moim istnieniu. Ja sama prawie o nim zapomniałam. Strrrasznie dużo się ostatnio u mnie działo, ciągły bieg, niedoczas, wariackie papiery i generalnie urwanie głowy. Cała gonitwa przez ostatnie 2 miesiące miała jednak jasno określony cel i przyniosła oczekiwane efekty. 
Tak, tak. Zdałam swoją ostatnią sesję na Uniwersytecie, zostałam magistrem, dostałam zaproszenie na studia doktoranckie :P i co najważniejsze przeprowadziłam się na pewien czas do Portugalii :) i tu pracuję. Żyje mi się bardzo dobrze, chociaż pierwszy raz w życiu tak dużo pracuje i tak  bardzo nie mam na nic czasu. Doszło do momentu, w którym wejście na facebooka, jest dla mnie równie stresujące, jak sprawdzenie konta bankowego po imprezie. Liczba wiadomości, na które muszę odpisać oraz liczba osób do których chce i powinnam się odezwać powoli dobijają do magicznej 100 :D Nie wspomnę już o blogu, o którym zapomniałabym gdyby nie moi koledzy z pracy pytający (po sprawdzeniu mojego fb) czy jestem "famous model in my country" hahaha :) Ciekawy jest ten fakt, biorąc pod uwagę to, że do famous model niedługo zabraknie mi jakiś 50 kg, bo moje ciało z niezwykle ciekawą regularnością i skrupulatnością rośnie w tłuszczyk :) Cieszę się, że piszę tego posta, bo może moja dyrektor-Paula, zarządzająca blogiem, spojrzy na zaniedbanie bloga z mojej strony, trochę bardziej przychylnym okiem :P czekałam, aż dostanę pisemne wypowiedzenie :)Kobieta ta jednak ma stalowe nerwy i o dziwo, stoicki spokój :D
Dodatkowo chciałam obwieścić, że jest to równo 200-tny post na SOMETHING-KINDA-OOH i że wypadałoby wypić z tej okazji lampkę szampana :) 
Zdjęcia dzisiejsze mocno NIEMODOWONIEMODNE. Sporo pocztówek, zdjęć z mojego obecnego otoczenia i widoków, które przykuły moją uwagę. Nie mam tu aparatu, zdjęcia robione są niestety telefonem. Ciężko mi tu również o jakiegoś fotografa, który uchwyci moje małpowanie przed aparatem, ale postaram się aby kolejny post zawierał większy ład i tematycznie łączył się z blogiem.
Tymczasem pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie, przepraszam za przerwę i obiecuję zajrzeć tu zdecydowanie szybciej niż ostatnio :)